• slide1
  • slide2
  • slide3

10 maja w Muzeum Kanału Bydgoskiego im. Sebastiana Malinowskiego odbył się wernisaż ekspozycji „Czterej Pancerni i Pies w Bydgoszczy i na Kanale Bydgoskim”. Dzień wcześniej przypadała dokładnie 45 rocznica wyemitowania pierwszego odcinka telewizyjnej sagi o przygodach załogi „Rudego 102”!

Wystawa przez ponad miesiąc ma przypominać o czasie, który obrósł już swoją legendą – wielu bydgoszczan wspomina z rozrzewnieniem tutejszy pobyt ekipy realizującej „Pancernych”, ogląda serial wypatrując „bydgoskich” sekwencji, wreszcie przechowuje rozmaite pamiątki. Właśnie unikatowa pamiątka - seria negatywów wykonanych na planie filmowym, zarówno reklamowych fotosów jak i zdjęć dokumentujących wysiłek realizatorów – złożyły się głownie na wystawę. Są również eksponaty „bojowe” – mundury i elementy polskiego, radzieckiego oraz niemieckiego wyposażenia, które bez trudy wypatrzymy podczas każdej emisji filmu. Efektowny, masywny mauzer – pistolet to broń używana przez samego Janka Kosa, a z „pepeszy” strzelał niejeden raz filmowy Tomek Czereśniak. – Dorośli ludzie potrafią cieszyć się jak dzieci, rozpoznając takie rekwizyty, przywołując nazwy ulic, które widać na fotosach, a które stały się filmową scenerią… Pomimo tego, iż przygody Szarika i załogi „Rudego” filmowano na zamówienie socjalistycznej władzy, z widocznym od razu podtekstem propagandowym, serial nie budzi raczej negatywnych emocji, patrzymy na niego z pobłażliwą nostalgią… Z pewnością „Pancerni” weszli do rodzimej kultury masowej. Na naszej wystawie zobaczyć zaś można od kulis, jak ów produkt masowej kultury powstawał… - komentuje Tomasz Izajasz, opiekun Muzeum Kanału Bydgoskiego, mieszczącego się przy III Liceum Ogólnokształcącym (ul. Nowogrodzka 3).

Miasteczko pełne wody 

Uważny i pamiętliwy widz nie ma wątpliwości, dlaczego filmową spuścizną zajęło się właśnie muzeum opiewające uroki Kanału Bydgoskiego, wód okalających miasto – dominantą scen realizowanych w Bydgoszczy w sierpniu i wrześniu 1968 roku, były właśnie akcje rozgrywane na wodzie, na pokładzie barek, w korycie potężnej śluzy. Ówcześnie Bydgoszcz należała do najważniejszych ośrodków żeglugi śródlądowej – wybór filmowców nie był przypadkowy. Miasto nad rzeką Brdą „zagrało” fikcyjne niemieckie miasteczko Ritzen, poprzecinane siecią kanałów, skazane na łaskę i niełaskę żywiołu. Gdy w jednej ze scen Gustlik wysadza za pomocą „panzerfausta” wrota śluzy, woda przybiera, dezorganizując niemiecką obronę. Na potrzeby odcinka pod tytułem „Wysoka fala” zdecydowano się na kosztowną i czasochłonną operację podtopienia bydgoskiego Rybiego Rynku, dziś bezpośrednich okolic diecezjalnego seminarium duchownego. Scenę tę pamięta świetnie Krystyna Cofta - Wysokińska, wieloletnia pracownica „Żeglugi Bydgoskiej”: - Siedziba naszego przedsiębiorstwa mieściła się jak wiadomo w „pałacyku” przy Rybim Rynku; w suterenie było archiwum, dlatego najniższe okna do połowy swej wysokości zostały zamurowane. My przyglądaliśmy się, jak od strony Brdy wojsko układa worki z piaskiem, a potem wężami zaczęto pompować wodę. Niezapomniane wrażenie! Cały ten zgiełk, praca ekipy filmowej, wysiłki aktorów i statystów, były dla nas wielką ciekawostką, atrakcją! – usłyszałem od rozmówczyni.

Efekt bydgoskiej pracy filmowców podziwiać możemy wyrywkowo w aż czterech docinkach drugiej serii przygód Pancernych i psa Szarika: to wspomniana „Wysoka fala” oraz „Daleki patrol”, „Zamiana”, „Czerwona seria”.

Plenerami były m.in. Wyspa Młyńska, ul. Grodzka, Malczewskiego, Grottgera, śluza nr 3 „Okole”, rzeka Brda…

 Dwa filmy, dwa Szariki… 

Krystyna Cofta - Wysokińska zapamiętała jeszcze ogromny zapał i entuzjazm, jakie towarzyszyły produkcji. – „Pancerni” byli już wtedy znani i popularni, dlatego gapiów schodziło się co nie miara. Zbierano autografy aktorów – myśmy też w „Żegludze” ścigaliśmy się o komplety podpisów Można powiedzieć, że miasto żyło filmem, tym bardziej, że równolegle zupełnie inna ekipa kręciła zdjęcia do dramatu wojennego „Sąsiedzi”, można sobie wyobrazić, jaki był mętlik, ruch. Wszędzie wojsko w historycznych mundurach, frontowy sprzęt, reflektory i inne akcesoria filmowców. Mnie najbardziej uderzało to, jakimi prostymi środkami wtedy się posługiwano – gdy w ujęciu woda miała się pienić niby wzburzona fala, ekipa „Pancernych” rozcieńczała we wiadrach proszek do prania „Ixi”; tą pianą trzeba było potem w odpowiednim momencie chlusnąć. Wybuchy imitowano zaś paleniem magnezji. – wspomina świadek „wielkich filmowych dni” Bydgoszczy. I najważniejsza relacja: - Psy były na miejscu dwa, podobne do siebie owczarki niemieckie. Sposoby ekipy na „kierowanie” Szarikiem też były generalnie dość proste; gdy w jednej ze scen Janek i Marusia idą przez rynek w Ritzen, a pies miał ich wyprzedzić i wbiec do budynku „kwatery gestapo”, za drzwiami siedziby naszej Żeglugi był oczywiście schowany treser z kiełbasą. Tak motywowano jednego z głównych aktorów, bez którego ten film na pewno nie byłby tak popularny i lubiany… - kończy pani Krystna. 

Widzów trzeba edukować 

Na wernisaż wystawy w szkolnym muzeum przybył również ks. Jarosław Rusnak, tutejszy prefekt, prywatnie pasjonat historii, autor wielu prelekcji uświadamiających młodzieży rozliczne „białe plamy” w naszych dziejach, przeinaczenia. Oczywiście „Pancerni” nie są mu obojętni: – Ten serial, choć oczywiście sprawnie zrobiony, jest tendencyjny, zmanipulowany – nie idzie jednak o to, aby nie pokazywać go kolejnym pokoleniom widzów, ale tak te pokolenia edukować, aby umiały samodzielnie zauważyć fałsze, odcedziły robotę propagandową od filmowej rozrywki, przygody. – uważa kapłan.

Adam Gajewski